Pokolenie AIDS

Pewnego razu dowiedziałem się przypadkiem, że moje pokolenie roku 1978 nosi nazwę JP2. Miało to ścisły związek z wybraniem Karola Wojtyły na papieża. Powoli zahaczam o niebezpieczną czterdziestkę i po zrobieniu osobistego rozrachunku, doszedłem do wniosku, że pomimo wielkich i niepodważalnych zasług wielkiego Polaka, jakim był Jan Paweł Drugi, zupełnie ktoś inny decydował o moim losie w tamtych czasach. I nie była to bynajmniej osoba. Był to AIDS

Zacznę może od tego, że w końcu przezwyciężyłem wszelkie lęki dotyczące tej choroby i w końcu ze spokojem ducha mogę oglądać filmy i dokumenty o tematyce AIDS. Szczególnie postać Larrego Kramera zasługuje na większą uwagę, bo to on zmagał się na początku lat osiemdziesiątych z niewytłumaczalnym rakiem, który zabijał jego przyjaciół. Sprawa niewytłumaczalnych zgonów, była tym bardziej wstydliwa, ponieważ dotyczyła jedynie środowiska i grup homoseksualnych. Wszystko zmieniło się jednak w 1985 roku by w 1988 zapoczątkować plagę na globalną skalę.

Jednak powróćmy do pokolenia JP2. Teraz, kiedy to sobie wszystko układam w większą całość, widzę jak bardzo mało wiedzieliśmy i o wirusie HIV i o samej chorobie AIDS. Przez pierwsze trzy lata od wykrycia pierwszego przypadku zachorowania w 1981 roku, do momentu pierwszej przemowy ówczesnego prezydenta USA, Regana w 1985 roku, o problemie nikt nic nie wiedział.

Tym bardziej ja, który w 1988 roku miałem dziesięć lat. Pamiętam, że wówczas jedynym zagrożeniem życia, jakie przychodziło mi do głowy, był najazd Niemców na Polskę (w związku z nadgorliwym oglądaniem filmów o tematyce wojennej, takich jak "Czterej pancerni i pies"). Jak również nieunikniona zagłada ludzkości na wskutek bomby atomowej, którą miałem nieprzyjemność zobaczyć kiedyś w czarno-białej telewizji i od tamtej pory nie mogłem zasnąć. I raptem to. AIDS. Choroba znikąd, która może dopaść każdego i nie wiadomo jak można się nią zarazić. Wiadome jest tylko to, że nosicielami są narkomani (wtedy jeszcze nie wiedziałem, kim jest homoseksualista). Jedno jest pewne - jak to złapiesz, to umierasz. I jeszcze jedno, najciekawsze i przerażające zarazem - każdy może to mieć i być nosicielem.

Naprawdę dla dziesięcioletniego chłopca była to dość przerażająca wizja świata i przyznam, że niejednokrotnie patrzyłem na tych bezdomnych z karteczką "MAM AIDS" ze strachem i obawą. Wow, ten pan ma tą chorobę, myślałem. Mogę się w każdym momencie od niego zarazić. On istnieje i umrze.

Sytuacja zmieniła się diametralnie w 1993 roku, kiedy w ósmej klasie mieliśmy pierwszą pogadankę na temat HIV i AIDS. Wtedy wszyscy dobrze widzieliśmy co stało się z tym sympatycznym wąsatym piosenkarzem, Frediem Mercury, i co mogłoby nam się przydarzyć, jeśli zachorujemy jak on.

Ta pogadanka dla piętnastolatków, powoli wchodzących w wiek rozrodczy, dla mnie była traumatycznym doznaniem. W godzinę dowiedziałem się kilku faktów dotyczących choroby. Po pierwsze, jeśli się zarazisz to umrzesz. Po drugie, jeśli się zarazisz to będziesz miał HIV i będziesz zarażał innych, którzy potem umrą. Po trzecie, po zakażeniu w trzy tygodnie będziesz miał wirusową infekcję typu grypa a potem długo długo nic, aż po ośmiu latach pewnego dnia masz AIDS i umierasz w ciągu dwóch lat. Po czwarte, nie ma na to lekarstwa. Po piąte, możesz zarazić się uprawiając sex bez zabezpieczenia i biorąc narkotyki dożylnie.

"A jeśli ukąsi mnie komar, który wcześniej ukąsił nosiciela wirusa HIV i mnie zarazi to co wtedy?" Pamiętam, że ktoś z klasy chciał trochę rozładować napięcie. Odpowiedź pani była ostateczna. "Jeśli tak by się stało, oznacza to, że masz takiego pecha, że nie powinieneś już dawno żyć. Ktoś prawdopodobnie przejechałby cię wcześniej samochodem lub zginąłbyś w innych okolicznościach." Koniec w temacie.

I jak tu żyć? I jak tu kochać? I jak tu uprawiać sex? Parę lat później doświadczyłem upragnionego pierwszego razu i po trzech tygodniach zachorowałem na grypę. Miała przejść łagodnie, ale po tygodniu lekarka poprosiła mnie bym zbadał krew, bo coś jej tam nie grało. Pięć minut później zemdlałem. Nikt nie wiedział dlaczego tak zareagowałem. Taki duży a mdleje na sam myśl o pobraniu krwi, kwitowała pielęgniarka. Ja wiedziałem swoje. Byłem przerażony wizją choroby, szczególnie tej, której wynik oznacza krę śmierci - na którą bynajmniej według mojego systemu wartości nie zasługiwałem. Skoro boję się o to, że mogę być chory i boję się to sprawdzić (szczególnie, że dochodziły mnie słuchy, że można się zarazić żółtaczką i samym HIV przy pobieraniu krwi) miałem tylko jedną opcję. Nie będę uprawiał sexu.

Każdy film o tej tematyce, np. Filadelfia z Tomem Hanksem, lub piosenka Kalibra 44 - "Plus i minus", nie mówiąc już o światowym dniu AIDS 1 grudnia, przypominały mi o problemie. Spowodowało to, że z czasem podświadomie uśpiłem temat, który powodował totalne stany lękowe.

Dopiero po latach, kiedy zrobiłem test, okazało się, że nie jest to tak jednoznaczne jak opowiadała miła pani w ósmej klasie. Okazało się, że można przez dłuższy czas spać z partnerem zarażonym wirusem i się nie zarażać aż pewnego dnia się zarazić. Okazało się też, że zarażenie nie jest takie proste. (Pani mówiła, że jeśli śpisz z osobą zarażoną bez zabezpieczenia, na pewno się zarazisz.)

Parę lat temu po przyjemnym wieczorze z moimi przyjaciółmi, przedstawicielami pokolenia JP2, weszliśmy na temat AIDS. Coś co tak długo skrywałem w podświadomości ujrzało światło dzienne. Czułem się jak gość, który opowiedział swoją największą tajemnicę i zaraz zostanie za nią ukarany. Przecież, jakby nie było, bałem się przez lata zrobić test i narażałem innych ludzi na zakażenie. Otóż okazało się, że każda z tych osób trzymała taką samą lub podobną historią w swoim zranionym umyślę. To był dla mnie szok, ponieważ nie było osoby, która by nie miała tego typu przeżycia. No tak, przecież każdy z nas uprawiał sex i każdy z nas uprawiał go z nieznajomymi (no bo z kim uprawiasz sex jak masz dwadzieścia lat, z koleżanką?) Każdy z nas, dostawał szału na drugi dzień, kiedy uświadamiał sobie, że może być zarażony lub zarażać. Jaki miało to wpływ na sam sex i relacje pomiędzy kochankami? Jak to jest uprawiać sex, mając podświadomą obsesje wyroku śmierci? A ci którzy przez lata używali prezerwatyw, a potem próbowali bez? Co na to wpływało? Wyobrażam sobie te miłe pary, które idą razem do lekarza i badają się na obecność wirusa. Czekają pół roku i badają się jeszcze raz i wtedy z energią mogą uprawiać sex bez zabezpieczenia, pamiętając że partnerka używa antykoncepcji, by nie zajść w ciążę. Czy ta forma też nie wydaję się chora? Dlatego myślę, że jesteśmy pokoleniem AIDS. Jesteśmy pokoleniem ludzi, którzy jak kury w klatkach, nauczyliśmy się uprawiać sex w gumkach by przetrwać.

Aż trudno pomyśleć, że kiedyś ludzie po prostu się kochali. No tak, powiecie, że od zawsze były choroby weneryczne i robiły spustoszenia w społeczeństwie. Ten wpis jednak ma na celu uświadomienie faktu, że żyjemy w takim a nie innym świecie i że psychologia w tym wszystkim odgrywa bardzo ważną rolę. Po latach mogę spokojnie oglądać filmy o tej tematyce bez zjeżonych włosów na rękach. Teraz wasz kolej by się z tym zmierzyć.

Film fabularny opowiadający losy Larrego Kramera.
Trwa ładowanie komentarzy...